Żywność poprawnie oznaczona

Gdyby żywność była poprawnie oznacza, gdyby na każdym opakowaniu zamiast tajemniczych skrótów „E-ileśtam” pojawiały się informacje, czym szkodzi ich spożywanie, półki sklepowe wyglądałyby pewnie jak ta z rysunku.

Odkąd przeszłam na dietę wolną od glutenu spędzam w sklepach dwa razy więcej czasu, niż kiedyś. Jeszcze ponad miesiąc temu moje zakupy wyglądały tak, że wpadałam do dowolnego spożywczaka, brałam jakiegoś batona, coś do picia, coś do pochrupania i ewentualnie jakiś owoc. Idąc do pracy bardzo często zaopatrywałam się w litrowy sok w kartonie, ulubione żelki, coś z czekoladą, żeby dodać sobie energii i może jakieś cukierki. Nie musiałam tego jeść na jednej zmianie. Mogłam wziąć resztę do domu albo zostawić w pracy na następny dzień. Kiedy nie kupiłam czegoś do jedzenia, a z domu nie wzięłam kanapki, schodziłam do baru lub sklepu i zaopatrywałam się w coś, co zagłuszy mój apetyt. Podobnie było rano, kiedy również nie wzięłam śniadania i jadłam bardzo dobre kanapki w pracy.

Dopóki nie przeszłam na dietę nie miałam świadomości, jaka to ogromna wygoda móc zjeść to, co akurat jest w zasięgu ręki. Teraz jednak potrafię przemyśleć każdy zakup. Czytam etykiety (nawet na sokach), przez co spędzam w sklepie mnóstwo czasu. Jeśli czegoś nie jestem pewna na 100 proc. odkładam na półkę i nie kupuję tego choćby nie wiem, jakie to miałoby być pyszne. Znajduję rano i w każdej innej porze czas na to, by zrobić sobie śniadanie (a czasem i obiad) do pracy. A jedyne, co kupuję w sklepie obok biura to kolejna pyszna herbata i kilka owoców. I jestem z moich nowych nawyków bardzo zadowolona!

A Wy, jak radzicie sobie z głodem w pracy lub na uczelni?

Share this...
Share on FacebookTweet about this on Twitter

5 Comments Dodaj swój

  1. ~Marcel Q. napisał(a):

    Ja nauczyłem się czytać etykiety na produktach i teraz zwracam uwagę na to, co kupuję. Nie daję się już zmylić pustym obietnicom producentów i zawsze dokładnie sprawdzam wszystko; szczególnie gdy widzę coś w stylu „light” (bo rzadko kto wie, jakie produkty mogą używać tej nazwy) lub „babuni” (a babunia aż w grobie kołowrotki kręci).

    Mimo wszystko lubię niekiedy zjeść na mieście, bo nie zawsze mogę czy mam czas coś sam przyrządzić – i to jest w porządku tak długo, jak żywienie się poza domem nie staje się nawykiem.

  2. ~Ola K. napisał(a):

    Witam serdecznie,

    Bardzo ciekawy blog i artykuł, który jest bardzo na czasie. W dzisiejszym, zabieganym świecie nie mamy czasu na zapoznawanie się z tym, a szkoda.
    Zapraszam do mnie: http://www.samoloty-moja-pasja.blog.pl

    Pozdrawiam!

    1. ~bezglutenowy.blog.pl napisał(a):

      Witam na moim blogu i dziękuję za komentarz. Zapraszam ponownie i pozdrawiam!

  3. ~Kasia.K napisał(a):

    Osobiście polecam zakupy w sklepach ze zdrową żywnością. Delikatesy ORGANIC Farma Zdrowia wprowadziły do sprzedaży prawdopodobnie pierwszy i jedyny w pełni ekologiczny zestaw prezentowy w Polsce. BIODAREK składa się z produktów pochodzących wyłącznie z naturalnych, certyfikowanych upraw i hodowli organicznych.

    1. ~bezglutenowy.blog.pl napisał(a):

      Witam na moim blogu i dziękuję za komentarz. Rzadko robię zakupy w sklepie „Organic”, ponieważ ceny w nim znacznie przewyższają ceny w innych sklepach, a jak wiadomo żywność bezglutenowa i tak nie należy do najtańszych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *