Dieta bezglutenowa – koniec świata?

Dzisiejsza notka nie będzie miała w sobie żadnych przepisów, czy informacji o produktach wprost od producenta. Dziś chciałabym napisać o czymś zupełnie innym.

Podczas przerwy między zajęciami jadłam dziś bułkę, którą wczoraj upiekłam. Powiedziałam koleżance, że upiekłam ją sama. Usłyszała to pani, z którą miałam zajęcia i zrobiła dość spore oczy. Zdziwiła się, że piekłam bułki, więc wyjaśniłam, że jestem bezglutenowcem i piekę czasem takie rzeczy, żeby nieco ułatwić sobie życie.

Wówczas rozpoczął się temat życia na diecie bezglutenowej. Wspomniana pani powiedziała, że ona na pewno by zginęła, gdyby była na tej diecie, bo przez całe studia żywiła się wyłącznie preclami (tudzież obwarzankami). Kolega z roku dodał, że on by też zwariował, bo jego znajomy jest na tej diecie i prawie nic nie może jeść. Ani w knajpie nie zje, a i jak żona robi obiad to musi mieć specjalne warunki, bo to wymagająca dieta.

Uważam, że wiele osób właśnie myśli w ten sposób. No bo jak to jest możliwe, żeby być na tej diecie i nie zwariować?! Ano możliwe. Wystarczy dużo czytać, uczyć się i samemu ułatwiać sobie życie.

Pewnie, że mogłabym usiąść na łóżku, załamać ręce, rozpłakać się i powiedzieć: jakie moje życie jest beznadziejne. Bo przecież nie mogę jeść tego, tego i tamtego i jeszcze tego. Ale po co? Po co mam marnować sobie zdrowie i życie, skoro wśród tych wielu zakazanych produktów jest jeszcze więcej tych, które mogę jeść? No, od razu i humor lepszy i nastawienie.

A Wy, jak radzicie sobie z tą ‚okropnie trudną dietą bezglutenową’?

Miłej niedzieli! 🙂

Share this...
Share on FacebookTweet about this on Twitter

16 Comments Dodaj swój

  1. ~Karolina S. napisał(a):

    Jestem na diecie już 3 lata. Nie jest łatwo, ale nie ze względu na to, że nie mogę jeść wszystkiego i muszę uważać co jem. Uwielbiam słodycze, a ich na pewno nie brakuje na diecie bezglutenowej 😉 Problemem są znajomi, wielu z nich nie potrafi tego zaakceptować. Wiele razy spotkałam się ze zdziwieniem „Po co w ogóle trzymasz się tej diety?”. Najbardziej w pamięci utkwiła mi sytuacja z pierwszego roku bycia na diecie. Rozmawiałam z koleżanką, która dowiedziała się, że ma celiakię. Mówiłam jej o tym, że to nic, że nie ma w naszym mieście specjalnego sklepu, że chleb zamawiam przez internet. Usłyszała to jej koleżanka, która po prostu mnie wyśmiała. „Kto normalny zamawia chleb przez internet?”. Zabolało, nie powiem. Teraz raczej wspominam tę sytuację z uśmiechem. Myślę, że dzięki chorobie udało mi się wyćwiczyć silną wolę. Problemem są oczywiście wyjazdy, wycieczki, odwiedziny u znajomych, od czasu choroby niektóre osoby odcięły się ode mnie, bo przecież ani na pizzę, ani na lody nie można pójść ze mną.. Ale jest to kwestia podejścia. Ci, na których naprawdę mi zależy znajdą sposób żeby zjeść ze mną i pizzę, i lody 😉
    To tyle z mojej historii. Pozdrawiam !

    1. ~bezglutenowy.blog.pl napisał(a):

      Też mam niekiedy trudności w życiu na diecie, ale na szczęście nie załamuję się. Mam znajomych, którzy patrzą ze zdziwieniem, kiedy mówię o mojej diecie, ale większość (99%) rozumie to doskonale. W pracy, kiedy ktoś czymś częstuje, albo pyta, czy mogę to zjeść albo już jest przygotowany i mnie częstuje czymś bezglutenowym. Na imprezach też nikt we mnie nie ‚wmusza’ niczego, co ma gluten itd. Da się żyć.

      Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią! Pozdrawiam!

  2. ~Katarzyna napisał(a):

    Witaj,
    znalazłam Twojego bloga niedawno… bedę tu zaglądać 🙂
    Mam syna na b/g diecie i z cukrzycą typ 1 … wiec jak to u nas wygląda …. sama piekę chleb, sama robię ciasta /nauczyła mnie piec bg http://www.natchniona.pl a teraz będę lukać do Ciebie:)/
    syn ma 9 lat więc narazie jest pełna dysyplina zobaczymy jak zacznie dorastać. Imprezy u kogoś wyglądają tak, że sama piekę mięsko dla niego i ciacho – i zabieramy na imprezkę. Jak idziemy na grila też zabieramy ze sobą i owijamy w złotko – lub bierzemy sami tackę i mąż wtedy pilnuje grila:) Zakupy robię w hipermarkietach oraz przez internet /www.glufree.pl np/ Obiad dla całej rodziny jest zawsze glufree, z obiadem jest najprościej. Ogólnie juz przywykłam ale do cen nadal się nie przyzwyczaiłam. – pozdrawiam i życzę miłego dnia

    1. ~bezglutenowy.blog.pl napisał(a):

      Dziękuję za komentarz! Dziękuję też za podpowiedź adresu sklepu, może z niego skorzystam. Pozdrawiam i zapraszam ponownie!

  3. ~iza napisał(a):

    Jak miło, że ktoś rozumie moją sytuację;) też myślałam, że dieta bg to koniec świata. Kiedy pierwszy po diagnozie poszłam do supermarketu, wyszłam naprawde załamana, bo wszędzie jest gluten. Ja nigdy nie lubiłam gotować, bo brakowało czasu. Ale teraz ten czas sie musi znależć bo zdrowie jest najważniejsze. Najgorzej jak sie chce coś zjeść na mieście z przyjaciółmi, na imprezach rodzinnych czy wakacjach. Ale można sobie poradzić.
    Ja opowiedziałam moim przyjaciołom czy znajomym z pracy co to za dieta, na czym polega, czego absolutnie nie mogę jeść i jakie są konsekwnecje niestosowania diety. Prawda jest taka, że prawdziwi przyjaciele zrozumieją. Tak więc chodzimy czasem do bezglutenowych knajpek, a na spotkania w domowym zaciszu zawsze znajde coś dla siebie, z kolei ciasta w pracy z okzaji urodzin zastąpili dla mnie owocami;) no i moja kochana mama:) także też wierzę, że damy radę:)
    dzięki za tego bloga, to naprawde pomaga:)

    1. ~bezglutenowy.blog.pl napisał(a):

      Dziękuję za miłe słowa i zapraszam ponownie! 🙂

  4. ~Aga napisał(a):

    kompletnie sobie nie radzę, od 2 lat nie stosuję… wiem, że źle robię, znam skutki tego, ale nie potrafię być na tej diecie. nie potrafię i od dziecka się z tym nie mogę pogodzić

    1. ~bezglutenowy.blog.pl napisał(a):

      Aga witaj na blogu! Od tego są te wszystkie wpisy, by ułatwiać sobie nawzajem życie! Głowa do góry. Weź się w garść i stosuj dietę, bo bez niej niszczysz sobie zdrowie! W razie pytań – pisz śmiało. Jestem też na Facebooku (https://pl-pl.facebook.com/bezglutenowy.blog) – tam też możesz śmiało pytać!

  5. ~Basia napisał(a):

    Bardzo mądra Pani na początku mojej „choroby” powiedziała mi , że to nie jest choroba tylko styl życia i tego się trzymam do dziś. Przede wszystkim silna wola i wszystko idzie jak z „płatka”. Przynajmniej mam powód odmówić wielu niezdrowych słodyczy, ciastek, mięs w panierkach. Da się z tym żyć.SILNA WOLA TO PODSTAWA!!!

  6. ~Jola napisał(a):

    Dzień dobry. Do diety bezglutenowej skłoniły mnie trudności z dzieckiem na wielu płaszczyznach (zaburzenia integracji sensorycznej itd.) i było to jak przysłowiowe chwytanie się tonącego brzytwy, że cokolwiek, byle poprawić życie dziecka. I w ten sposób od sześciu tygodni zgłębiam tajniki diety bezglutenowej tworząc jednocześnie własne pomysły kulinarne. Metabolizm dziecka znacznie się poprawił, co przekonało mnie, że być może jest coś na rzeczy i trzeba badać dalej. Zatem będziemy robić testy z krwi na przeciwciała, ale niestety, do badania trzeba przejść na gluten na jakiś czas. Jakież było moje zdziwienie, gdy ścięło mnie z nóg po dwóch kromkach chleba pszennego. Najpierw mnie ścięło, że zasnęłam w locie, a potem skręt kiszek. Szukając zdrowia dla syna przez przypadek odkryłam, że być może sama choruję na jakąś nietolerancję glutenu czy nawet celiakię. Także po badaniach wracamy już na zawsze na bezgluten. Przekonałam się, o czym wcześniej nie wiedziałam, że można czuć się dobrze po jedzeniu, po jedzeniu bez pszenicy. Fantastyczny blog. Jestem częstym gościem u Pani. Pozdrawiam serdecznie.

    1. ~bezglutenowy.blog.pl napisał(a):

      Powodzenia na diecie bezglutenowej i dziękuję za miłe słowa!

  7. ~Justi napisał(a):

    Dzień dobry. Na diecie bezglutenowej jestem już pół roku. Jest mi z nią bardzo dobrze. Wszystko zaczęło się dokładnie rok temu. Miałam znaczną anemię, żelazo w tabletkach w ogóle mi się nie wchłaniało, ciągle byłam zmęczona, robiłam często drzemki w ciągu dnia; a lekarze nie mogli mi pomóc. Do tego doszły biegunki, wzdęcia brzucha. We wrześniu rok temu miałam podane żelazo dożylnie, bo poziom był krytyczny. Biegunki, wzdęcia, bóle brzucha nie zniknęły. Dalej chudłam. W listopadzie pierwszy raz gdzieś w internecie wyczytałam o celiakii, nie zwlekając poszłam do gastrologu. Po wysłuchaniu moich dolegliwości sama zaczęła podejrzewać celiakię. Spędziłam tydzień w szpitalu gdzie miałam robione różne badania. Diagnoza była jednoznaczna celiakia – tydzień przed Wigilią. Rodzinie ciężko było to przyjąć ale stanęli na wysokości zadania. Dokładnie zaznajomili się co mogę jeść co nie, na co trzeba uważać. Pierogi bezglutenowe w wykonaniu mojej mamy są przepyszne. Dziś sama piekę sobie chleb, ten ze sklepu nie smakuje mi. Również pieczenie placków bezglutenowych jest proste. Gotowanie sprawia dużą frajdę, nauczyłam się żyć ekologicznie. Poznajemy nowe smaki, przyprawy o których kiedyś nie miałam pojęcia. Najcięższą próbą było moje wesele. Wszystko się udało. Właścicielka restauracji została poinstruowana jak przygotować dania, na co uważać. W sumie wesele było bezglutenowe. Placki piekłam z mamą wszystkie się udały, wraz z tortem. Co się zmieniło: nie wychodzę z koleżankami na pizzę, w ogóle żeby zjeść w mojej okolicy coś bezglutenowego to nie lada wyzwanie. Minus; drogie ceny. mąż się śmieje że dobrze że to ja jestem na diecie a nie on (tylko chleb mamy oddzielny). Pozdrawiam wszystkich celiaków:-)

    1. ~bezglutenowy.blog.pl napisał(a):

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

  8. ~asia napisał(a):

    Witam, o mojej chorobie dowiedziałam się w marcu,taki ‚prezent’ na dzień kobiet. Przyznam szczerze, że najłatwiej nie jest-szczególnie gdy gotuje się dla zdrowej części rodziny. Dwa razy złamałam dietę- dwukrotnie byliśmy na weselu, a tam trudno znaleźć coś dla siebie bez gluta. Każdego dnia brakuje mi kilku potraw, szczególnie pieczywa i makaronu, nasze odpowiedniki nie są najlepsze. Fajny blog, kawał dobrej roboty:)

    1. ~bezglutenowy.blog.pl napisał(a):

      Życzę powodzenia i wytrwałości!

  9. ~Kika napisał(a):

    Witam Ja o chorobie dowiedziałam się w bardzo nie miłych okolicznościach i o mało nie przypłaciłam tego zyciem. Objawy u mnie wystapiły nagle i bardzo gwałtownie. Wszytko wskazywało na wirusówkę ale ona nie trwa 3 tygodnie. Trafiłam na dobrego lekarza który wysłał mnie do szpitala. W szpitalu mój stan sie pogarszał i po wykonaniu kolonoskopi i gastroskopii była wstępna diagnoza. Ostateczna diagnoza przyszła 2 dni później gdy ja leżałam już na sali intensywnej opieki medycznej i była mi przetaczana krew – to celiakia. Przez weekend lekarze walczyli o mnie, wyłączono mnie z jedzenia i podano zywienie pozajelitowe. Po paru dniach i wykonaniu dodatkowe rezonansu pozwolono mi zjeść. Oczywiście dostałam diete bezglutenowa. Poprawa ekspresowa zero bólu pleców, złego samopoczucia, schodziła opuchlizna, miałam siły by chodzić. Lekarze jeszcze raz przeprowadzili ze mną rozmowę i okazało się że całe życie miałam delikatne oznaki choroby ale bardzo nie typowe jak i objawy z ktorymi trafiłam do szpitala nie wskazywały że to jest celiakia. Mój stan na diecie w spzitalu szybko sie poprawiał i po 4 dniach diety wrociłam do domu. pierwsze zakupy bezglutenowe zrobil tata w Bezglutenie w siedzibie firmy. Teraz poznaje smaki chlebów, makaronów, ciast, ciasteczek. Ogólnie dieta jest smaczna choć wiadomo początki są ciężkie. Pierwsze zakupy w wiekszym sklepie skończyły sie załamaniem że to nie bedzie takie proste ale gdy znalazłam tego bloga wszytko stalo się o wiele prostsze. Rodzina – mój mąż przyzwyczaja sie jak i ja do diety (choc on je rzeczy z glutenem ale obiady juz bez glutenu) a tata robi wszytko bym jadła zdrowo i u swojego kolegi zamówił dla mnie wędliny, kabanosy i parówki bez zadnych zbednych dodatków. Przyjaciołom wytłumaczyłam na czym polega moja choroba, jakie są skutki nie przestrzegania diety. Wspierają mnie, pytają czy mogę „to czy to” zjeść i poznają smaki np ciastek bez glutenu. Zostałam zaproszona do znjamych na wesele którzy poinformowali mnie że na ich weselu będzie specjalne menu bezglutenowe dla 3 osób które wiedzą że sa chore. Dla mnie bardzo mila wiadomość tym bardziej ze rozmawiali z kucharzem i wie na czym polega takie gotowanie i bez probelmu ugotuje dla nas takie dania starając sie nie zanieczyscić ich glutenem.
    Jestem dopiero na początku diety i po woli wracam do zdrowia i pełni sił, ciagle się uczę. Nie ma nić cenniejszego niż zdrowie jak ono jest to z resztą człowiek sobie poradzi.
    Super sprawa z blogiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *